Może teraz troszkę o moich włosach ;) Mój naturalny kolor przypomina ten na zdjęciu
W wieku 15lat zapragnęłam mieć blond włosy (tlenić jak każda kobieta w mojej rodzinie ;D ) kupiłam rozjaśniacz i (o ja głupia) samodzielnie zrobiłam sobie 'pasemka'. Czyli grube nierówne krechy na włosach wyglądające jakby ktoś oblał mnie wybielaczem. Najlepsze jest to, że minęło tyle czasu, że przypomniałam sobie o tym dopiero pisząc ten post.
Minęło kilka tygodni zanim przejrzałam na oczy i zdecydowałam się iść do fryzjera..który zrobił mi żółtko na głowie. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, w końcu byłam dumną posiadaczką 'blond' włosów.
Kupiłam fioletowy szampon do włosów. Najpierw jeden z tańszych ---> ten

oczywiście nie poradził sobie z żółtkiem na mojej głowie, później ten Matrix, sprawdził się trochę lepiej, ale nadal blisko mi było do kurczaka

Z czasem było oczywiście coraz lepiej.
(teraz tak sobie myślę, że szkoda, że nie mam na komputerze zdjęć, poszukam ich kiedyś na aparacie i płytach i na pewno pokażę, choć chwalić się nie ma czym)..ale mam jedno zdjęcie. Wybaczcie 'pozę' itp
Po ok 2 latach naszła mnie ochota na zmianę. Ot taki spontan, zresztą podobno gdy kobieta chce zmienić swoje życie zaczyna od włosów.. Pojechałam do mojej ulubionej, zaufanej i jedynej na prawdę cudownej fryzjerki, która zrobiła mi dekoloryzację. Włosy wyglądały pięknie, nie wierzyłam, że z takiego blond siana i wręcz piór z jakimi przyjechałam ta kobieta w jakieś 5godzin zrobiła cudowne, błyszczące włosy przypominające te -->
jako, że to mój naturalny kolor, wyglądałam w nich najładniej i nawet od kogoś usłyszałam przemiły komplement, że 'wyglądam jak brazylijska modelka'. Pochodziłam w nich pół roku, ostatnie tygodnie dosłownie płakałam, przyzwyczajona do tak jasnego blondu (wellaton 12/1) czułam się szaro i nijako. Pojechałam do tamtej fryzjerki i poprosiłam o blond. Zapomniałam dodać, że po dekoloryzacji moje włosy były tak słabe i zniszczone, że gdy mój ex złapał mnie mocniej za włosy zostało mu pół garści..
Cd fryzjerki i powrotu do blondu..chciałam to zrobić w środku lata, na co ona na szczęście nie wyraziła zgody i powiedziała, że będzie to robić stopniowo zaczynając od pasemek + przycięcie włosów.
Pamiętam, że długo później płakałam patrząc w lusterko. W ciemnej czekoladzie było mi ładnie, a po (którejś z kolei) wizycie miałam na sobie jakieś żółtozłotocoś co blondu nie przypominało miejscami brązowe, jakby ubrudzone i oczywiście z moich długich fal zostały tylko jakieś wyścibione.. nawet brakuje mi słów żeby to opisać. W każdy bądź razie moich wymarzonych długich blond loków to nie przypominało nawet w 0.0000000001%
Po jakimś czasie zaczęły się ładnie układać, włosy rosną mi dosyć szybko ale jeśli chodzi o ich kolor to nie wytrzymałam i zaczęłam używać farb na własną rękę. Poprzez różne Loreal casting i preference, które sprawdzały się najlepiej (chociaż po jakimś czasie żółkły) i palette, która zżółkła już po tygodniu, otrzymałam mój 'niby upragniony' bo ciągle jakby żółty blond. Dodatkowo o ja (znowu) głupia, nakładałam te farby na całe włosy, więc efekt siana miałam gwarantowany.. Znowu odwiedziłam moją fryzjerkę, efekt widać na zdjęciach w pierwszej notce. Z tego co pamiętam farbowane były mieszanką 2 odcieni Goldwella, 'GOLDWELL COLORANCE 10G EKSTRA JASNY SZAMPAŃSKI BLOND' a drugiego niestety nie pamiętam. Włosy były lśniące i już -w końcu- nie żółte. Farbę mam na włoskach już ok pół roku, farbuję jedynie odrosty (Wellaton 12/1 i w końcu nie wychodzą rude tylko idealnie blond-nie widać różnicy na długości). I teraz po pół roku upragnionego blondu, *który w ogóle nie żółknie) o który staram się dbać jak tylko mogę (dużo wycierpiały przez moją ogromną głupotę) wpadłam na kolejny 'świetny' pomysł. Wymarzyły mi się kruczoczarne włosy. Boję się jak będę w nich wyglądać, tzn mam ciemną oprawę oczu, lepiej mi w brązie, ale mimo wszystko wydaję mi się, że będę wyglądała jak wiedźma. Jednak zakochałam się w takich ->
oszalałam na ich punkcie. Nie myślę o niczym innym tylko o tym jak uzyskać takie włosy, gdzie dorwać perukę i czy szamponetka się zmyje na 100% i czy nie pozostawi jakiegoś brudnego blondu.
Kobieta zmienną jest, a jej włosy mają przekićkane (przynajmniej moje).
W wieku 15lat zapragnęłam mieć blond włosy (tlenić jak każda kobieta w mojej rodzinie ;D ) kupiłam rozjaśniacz i (o ja głupia) samodzielnie zrobiłam sobie 'pasemka'. Czyli grube nierówne krechy na włosach wyglądające jakby ktoś oblał mnie wybielaczem. Najlepsze jest to, że minęło tyle czasu, że przypomniałam sobie o tym dopiero pisząc ten post.Minęło kilka tygodni zanim przejrzałam na oczy i zdecydowałam się iść do fryzjera..który zrobił mi żółtko na głowie. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, w końcu byłam dumną posiadaczką 'blond' włosów.
Kupiłam fioletowy szampon do włosów. Najpierw jeden z tańszych ---> ten
oczywiście nie poradził sobie z żółtkiem na mojej głowie, później ten Matrix, sprawdził się trochę lepiej, ale nadal blisko mi było do kurczaka

Z czasem było oczywiście coraz lepiej.
(teraz tak sobie myślę, że szkoda, że nie mam na komputerze zdjęć, poszukam ich kiedyś na aparacie i płytach i na pewno pokażę, choć chwalić się nie ma czym)..ale mam jedno zdjęcie. Wybaczcie 'pozę' itp
Po ok 2 latach naszła mnie ochota na zmianę. Ot taki spontan, zresztą podobno gdy kobieta chce zmienić swoje życie zaczyna od włosów.. Pojechałam do mojej ulubionej, zaufanej i jedynej na prawdę cudownej fryzjerki, która zrobiła mi dekoloryzację. Włosy wyglądały pięknie, nie wierzyłam, że z takiego blond siana i wręcz piór z jakimi przyjechałam ta kobieta w jakieś 5godzin zrobiła cudowne, błyszczące włosy przypominające te -->
jako, że to mój naturalny kolor, wyglądałam w nich najładniej i nawet od kogoś usłyszałam przemiły komplement, że 'wyglądam jak brazylijska modelka'. Pochodziłam w nich pół roku, ostatnie tygodnie dosłownie płakałam, przyzwyczajona do tak jasnego blondu (wellaton 12/1) czułam się szaro i nijako. Pojechałam do tamtej fryzjerki i poprosiłam o blond. Zapomniałam dodać, że po dekoloryzacji moje włosy były tak słabe i zniszczone, że gdy mój ex złapał mnie mocniej za włosy zostało mu pół garści..Cd fryzjerki i powrotu do blondu..chciałam to zrobić w środku lata, na co ona na szczęście nie wyraziła zgody i powiedziała, że będzie to robić stopniowo zaczynając od pasemek + przycięcie włosów.
Pamiętam, że długo później płakałam patrząc w lusterko. W ciemnej czekoladzie było mi ładnie, a po (którejś z kolei) wizycie miałam na sobie jakieś żółtozłotocoś co blondu nie przypominało miejscami brązowe, jakby ubrudzone i oczywiście z moich długich fal zostały tylko jakieś wyścibione.. nawet brakuje mi słów żeby to opisać. W każdy bądź razie moich wymarzonych długich blond loków to nie przypominało nawet w 0.0000000001%
Po jakimś czasie zaczęły się ładnie układać, włosy rosną mi dosyć szybko ale jeśli chodzi o ich kolor to nie wytrzymałam i zaczęłam używać farb na własną rękę. Poprzez różne Loreal casting i preference, które sprawdzały się najlepiej (chociaż po jakimś czasie żółkły) i palette, która zżółkła już po tygodniu, otrzymałam mój 'niby upragniony' bo ciągle jakby żółty blond. Dodatkowo o ja (znowu) głupia, nakładałam te farby na całe włosy, więc efekt siana miałam gwarantowany.. Znowu odwiedziłam moją fryzjerkę, efekt widać na zdjęciach w pierwszej notce. Z tego co pamiętam farbowane były mieszanką 2 odcieni Goldwella, 'GOLDWELL COLORANCE 10G EKSTRA JASNY SZAMPAŃSKI BLOND' a drugiego niestety nie pamiętam. Włosy były lśniące i już -w końcu- nie żółte. Farbę mam na włoskach już ok pół roku, farbuję jedynie odrosty (Wellaton 12/1 i w końcu nie wychodzą rude tylko idealnie blond-nie widać różnicy na długości). I teraz po pół roku upragnionego blondu, *który w ogóle nie żółknie) o który staram się dbać jak tylko mogę (dużo wycierpiały przez moją ogromną głupotę) wpadłam na kolejny 'świetny' pomysł. Wymarzyły mi się kruczoczarne włosy. Boję się jak będę w nich wyglądać, tzn mam ciemną oprawę oczu, lepiej mi w brązie, ale mimo wszystko wydaję mi się, że będę wyglądała jak wiedźma. Jednak zakochałam się w takich ->
oszalałam na ich punkcie. Nie myślę o niczym innym tylko o tym jak uzyskać takie włosy, gdzie dorwać perukę i czy szamponetka się zmyje na 100% i czy nie pozostawi jakiegoś brudnego blondu.
Kobieta zmienną jest, a jej włosy mają przekićkane (przynajmniej moje).





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz